Bractwo Historyczne WINLAND


WINLAND

WINLAND HISTORIA CZĘŚĆ V

KONKURSY
W dawniejszych czasach odbyły się trzy konkursy z nagrodami. Aby pamięć o owych konkursach nie zaginęła, poniżej został przedstawiony drugi.

II KONKURS NA SKALDA MIDGARDU
Ja, Orm, czeladnik jeno w trudnej słów tkania sztuce, rzucam wyzwanie wszystkim skaldom Mitgardu! Czyż nie ma już rzemieślników pieśni wśród naszych ludów? Przepiliście swoje głowy i serca? Jak banda niewolnych tylko chlać i pochłaniać potraficie? Wnoszę nową nagrodę do turnieju skaldów: zwycięzcy ofiarować jestem gotów pełen (5l) baniak najlepszego wina z piwnic Czerwonego Wilka! Choć wiem i to, że obawiać się o nie nie muszę, gdyż jak widać nie ma wśród skaldów Mitgardu takiego, który by dość odwagi miał aby dotrzymać mi pola.
SŁAWA!
Orm z Czerwonego Wilka

Regulamin konkursu.
Poniżej została przedstawiona lista jedenastu powołanych egzekutorów.
1. Ingeborge Nogard (Winland)
2. Arien (Winland)
3. Biorg z Menska (Jomsborg)
4. Olaf Wesoły (Wojciech Świdziniewski - pisarz)
5. Jarl Hellmut (Hirda Czerwonego Wilka)
6. Arkadiusz ze Ścinawy wśród Wikingów znany jako Sven
7. Gyula (Turul)
8. Briain O Ceallachain
9. Mściwoj (Drużyna Wojów Synowie Gromu)
10. Lutom (Wataha "Wilcze Kły")
11. Daeris (Kanclerz Draconii Czarnej)
Każdy z członków komisji będzie posiadał 3 głosy, którymi będzie mógł wyróżnić trzy różne prace (po jednym głosie).
Jako, że konkurs dotyczy Skalda Midgardu, praca musi być napisana wierszem (nie musi się rymować) i opowiadać o jakiejś historii (może być zupełnie wymyślona, ale utrzymana w konwencji historycznej lub fantastycznej). Minimum 20 wersów.
Uprzejmie prosimy aby treść prac oraz ich język mieścił się w granicach rozsądku.

Jedno słowo o twórczości Olafa Wesołego.
"Konsekrowany" - Fantastyka, 2/99 - debiut;
"Murarze" - Science Fiction nr 3/2001, nominacja do Nagrody im. J.Zajdla;
"Dziesiąty Szczur" - Science Fiction nr 5/2001;
"Emerytura", Science Fiction nr 7/2001;
"Policzcie piramidy", Science Fiction nr 10/2001;
"Pułapki w pułapkach", Science Fiction nr 13/2002;
"To nie moje niebo", Science Fiction nr 17/2002;
"Ragnarok - Próba generalna", Science Fiction nr 19/2002;
"Kłopoty w Hamdirholm", Science Fiction nr 28/2003 (numer z lipca tego roku).


1. Walkirje - autorka: Sigrid
ZWYCIĘZCĄ II EDYCJI KONKURSU NA SKALDA MIDGARDU ZOSTAŁA SIGRID
GRATULACJE!
Chcielibyśmy również podziękować wszystkim pozostałym uczestnikom.
Dziękujemy bardzo!
Poniżej nagrody za pierwsze miejsce w konkursie:

WINLAND historia część V WINLAND historia część V

WINLAND historia część V

Słońce za horyzont zaszło,
mgły opadły ponad fiordy.
W trawie coś ostatnie wrzasło,
już ucichły stworów hordy.

Martwa cisza się roztacza,
czarna noc przykryła pola.
Ni cykady ni puchacza,
tylko trwoga dookola.

Wtem coś stuka, coś dygocze,
ciche rżenie gdzieś w oddali.
Dzwięk ten pustkę już łaskocze,
oto jeżdzcy na rozstaji.

Jeżdzców czarne konie niosą,
w szarych płaszczach, włos rozwiany.
Wszystko żywe wokół płoszą,
przeznaczenia to demony.

To Odyna są posłanki,
grozę w pędzie roztaczają.
Śmiertelne z ich ust kołysanki,
w pole bitwy dziś zmierzają.

Z pola dymi jak z kominu,
konających słychać jęki.
Nim ta nocka się przeminie,
spadnie wyrok Hildy ręki.

Już wsrzymali jeżdzcy konie,
ranny oczy w slup postawił.
Umęczone potarł skronie,
w strachu ducha wnet wyzionił.

"Tyś walecznie zginął w boju,
my Cię teraz nagradzamy.
Do Odyna w złotym stroju,
na wieczerzę prowadzamy.

Kto zaś zdrajca jest i kłamca,
my niesiemy tobie karę.
Zgnijesz tu na pola krańcu,
Odyn nie na twoją miarę."

Wtem zrzuciły swoje płaszcze,
czarny wicher rozwiał włosy.
W rytm melodii dziwnej klaszcze,
w niebo jeżdzców biją głosy:

"My dziewice wojownice,
duchów ludzkich szabrownice.
Nic przed nami się nie schowa,
żadna wina nie uchowa.

Nic przed nami, Walkirjami,
Odyna posłanicami.
Bo godzina to świtania,
to godzina umierania."

Wtem słońca promienie wzeszły,
jeżdzcy w drogę się zerwali.
Chmarą po gościńcu przeszły,
widma wojów prowadzanych.

W koło cisza się unosi,
dzień już świta nad polami.
Pierwsze głosy wiatr roznosi,
lecz nikogo na rozstaji.


2. Bez tytułu - autor: Devonus (Bractwo Smoczych Włóczni);
Żył raz pewien rycerz w małym mieście,
Który wybranki nie miał jeszcze,
Dążył z całego serca by spełnić rycerskie ideały,
By dostać się w księgi annały,
Z zapałem uczył się walki na miecze,
Toć od tego zależy jego chwała przecie,
Pewnego wieczoru przechadzał się po lesie,
I słyszał jak ktoś słodki głos po głuszy niesie,
Wtem zauważył białą poświatę między konarami,
Nagle zza drzew wyłoniła się niewiasta z wszelkimi walorami,
Toć to sama królowa elfów!
Godna wszelkich darów i honorów,
Odziana w biel tak nieskazitelną,
Jak księżyc świeci w nocy pełnią,
Spoglądając na rycerza znikła wśród drzew,
Smutek jego był tak obecny jak na polu bitwy krew,
Dwie zimy później rycerz na wojnę wyruszył,
O swoich dokonaniach wszystkie serca bardów i poetów poruszył,
Jednak jego smutek wciąż był wszechobecny,
I zniknie dopiero wtedy kiedy pójdzie na spoczynek wieczny.


3. Pieśń o Kobenie - autor: Orm z Czerwonego Wilka;
Słuchajcie powieści o dawnym władyce,
Kobenie, z Zelandii mścicielu.
Pieśń weźcie do serca, ku własnej nauce,
Choć sens pojmie pewnie niewielu.
***
Okręty trzy śmigłe, o masztach wysokich
Odmęty północnych mórz orzą.
Stu wojów w dal niosą, o tarczach szerokich,
Na dziobach poczwary się srożą.

Drużyna Kobena znów Frankom mord niesie,
Bezbronnych najeżdża wieśniaków.
Dla kobiet i złota ich domy przeczesze,
Jęk ludzi zagłuszy śpiew ptaków.

Już pierwsze chałupy jarl chrobry dostrzega,
Na rozkaz ruszają siepacze.
Dźwięk dzwonów kościoła o zgrozie ostrzega,
Spod strzech słychać krzyki i płacze.

Krew żyznym strumieniem na pola się leje,
Następny plon będzie bogaty.
Choć już po południu, kur raz po raz pieje,
Zajmują pożogą się chaty.

Wtem wzgórza nad wioską zbrojnymi ożyły,
To odsiecz dla wioski nadciąga.
Sam baron na czele zbrojnego orszaku,
Wzrok lśniącą swą zbroją przyciąga.

Nie proście o litość, bo dla was jej nie ma,
Okrutni rabusie z północy.
Nie spali was ogień, nie przyjmie was ziemia,
Gdy lanca przewierci wam oczy.

Już Koben sam stoi, otoczon konnymi,
Walkirii swej szuka dokoła.
Wtem sieć zarzucona niewolnym go czyni,
O śmierć do swych bogów jarl woła.
***
W salinach barona niewolnik pracuje,
Co jarlem był kiedyś wspaniałym.
Warzelnie olbrzymie ze szlamu pucuje,
Już dawno zapomniał swej chwały.

Lecz ranka pewnego duch w piersi powraca,
Do życia wracają wspomnienia.
Jak ze snu obudzon jarl głową obraca,
Śle wkoło zdumione spojrzenia.

Najlepsza dla śmiałych przedświtu godzina,
Zna prawdę tę każdy wojownik.
Dziś Koben z Zelandii kajdany rozgina,
Zmarnował w niewoli już dość dni.

Wioślarze, co dotąd w kajdany zakuci
Obmierzłe znosili zniewagi,
Na znak swego wodza, co więzy im zrzucił
Chwytają za drągi i lagi.

Gdzie w porcie okręty na cumach więzione
Na odpływ czekają z nadzieją,
Gromada Normanów ze wszystkich sił goni,
Szeregi strażników topnieją.

Ostatni obrońcy o czaszkach strzaskanych
Na deskach pomostu polegli.
Zapłaczą strażnicy i dumne ich Pany,
Bo Koben z drużyną uciekli!

Daleko Zelandia od brzegów Frankonii,
Lecz krzepkie wioślarzy ramiona.
Jak lekko okręty mkną po sinej toni,
W dal, w żon i rodziny ramiona.
***
Jarl stanął na brzegu, łzy ciekną po brodzie.
Stęskniony wzrok chłonie Ojczyznę.
Lecz potem złowrogo przechadza się w grodzie,
Na radę zwołuje starszyznę.

"Dlaczego nie przyszedł nikt dla mnie z pomocą?
Dlaczego nie daliście złota?
Jam oczy wypłakał za mroźną Północą,
Cuchnący i brudny od błota."

Po słowach tych ciężkich, zamilkli zebrani
Cisza złowróżbna się wzmaga.
"Dziś jeszcze będziecie przeze mnie skarani,
Już dziś czeka na was zagłada!"

O Hańbo straszliwa, krew braci na ostrzach,
Nie zniosą zniewagi bogowie.
Na wojów Kobena już padł blady postrach,
Podnoszą się włosy na głowie

Gdzie jarl oszalały przed chwilą mord szerzył,
Olbrzymi wilk ciała pożera,
Sierść jego szkarłatna, śmierć z oczu się szczerzy,
Szarpnięciem kłów trupy rozdziera.

Fenrira syn srogi, paszczękę rozwiera,
Ryk o tron Odina uderza!
Bóg włócznią niechybną poczwarę rozdziera,
Cierpienia berserka uśmierza.

Na zezwłok skrwawiony spojrzeli wojowie
I lament rozsadza im piersi.
Dziś Jarla swojego oddadzą ogniowi,
Od nawii ponurych smutniejsi.
***
Od czasu owego dla Kobena druhów
I wszystkich synów ich hardych,
Znak wilka krwawego, co siedzi im w duchu,
Zhańbienia jest piętnem, pogardy.

Tak długo splamionym zostanie ich imię,
Aż męstwem swym i służbą prawą
W imieniu Kobena zapłacą za winę,
Co ród ich okryła niesławą.


4. Legenda - autor: Devonus (Bractwo Smoczych Włóczni);
Płyną drakkary naprzeciw falom,
Smok na tle słońca zachodzącego,
Rzemieślnicy sobie dzieło chwalą,
Herb ten południowca straszącego.

Zbierają wojowie winogrona,
Dorodne rosną z nowego landu,
To nie Kolumba była załoga,
Nie pierwsi u wybrzeży Winlandu.

Wspaniałe ornamenty w pałacach,
Na orężu runy straszą wrogów,
Zdrajca nie sypia na drogich kocach,
Jego zły umysł strzeże gniew bogów.

Europa łupem Normanów padła,
Na tronie angielskim Jarl zasiada,
"Zbóje" kupcami stają się z nagła,
Wiking konie arabskie dosiada.

Teraz nikt o nich nie chce pamiętać,
Mówią - przez nich inni głodowali,
Najlepiej ich osiągi podeptać,
Nie słychać już odgłosów z Valhalli...


5. Dzieje Ingwara - autorka: Gudrun;
Ingwar zwał się pewien młodzian,
Co w strój bojowy wciąż chadzał odzian.
I nie byłoby w tym nic niezwykłego,
Gdyby nie uchodził za wielce strachliwego.

Okolica była bardzo niespokojna,
Więc często o te włości toczyła się wojna.
Lecz gdy tylko wojów do walki zbierano,
Ingwar znikał i już go nie widziano.

Zawsze wyjaśniał, że wcale nie stchórzył,
Że bardzo chciał walczyć, ino oko zmrużył.
Ludzie w te bajki nigdy nie wierzyli
I bez ustanku chłopakiem gardzili.

Ingwar skromniutko swój żywot wiódł,
Z Dagusią piękną i słodką jak miód.
Lecz mimo całego jej oddania,
Wciąż marzył o ciężkich bitwy zmaganiach.

Bo chłopak był z niego naprawdę dzielny,
Jeno przed bitwą odrobinę senny.
Biedak przeklinał wciąż swe własne imię.
Bo skąd przychodzą senności tak dziwne?!

Pewnego ranka zabrzmiał róg bojowy,
Więc Ingwar był szybko do walki gotowy.
Jeszcze całus od ukochanej dziewoi
I obfity łyk miodu, co odwagę troi.

Już chłopak do ust szklanicę chylił,
Gdy nagle zrozumiał jak bardzo się mylił.
Cisnął szklanicę pod stopy Dagusi,
Zeskoczył z konia i dziewczynę dusi.

To przez nią wszyscy się z niego śmiali
I przez nią ?Tchórz? w ślad za nim wołali.
To ona przed każda zbliżającą się bitwą,
Wlewała mu do miodu truciznę pitną.

Dagusia się z żelaznego uścisku wyrwała
I przyznała, że płyn nasenny jemu gotowała.
Ale robiła to z wielkiej do niego miłości,
Żeby nie stracić go w walkach o okoliczne włości.

Chłopak z wściekłości zbił dziewkę brutalnie,
Wskoczył na koń i zaklął wulgarnie.
Nie chciał jej do końca swego życia znać,
Więc odjechał honor w boju odzyskać.

W bitwie był najdzielniejszym z wojów,
Chociaż nie stoczył jeszcze wielu bojów.
Ludzie go szybko bohaterem ogłosili
I po całej wiosce na rękach nosili.

Dagusia wciąż prosiła o wybaczenie,
Ale obce mu było tego słowa brzmienie.
Kochał ją jednak w skrytości nadal,
Ale honor nim tego czasu władał.

Dagusia nie mogła żyć bez Ingwara,
Wiec poszła nad rzekę płynącą w jarach.
Rzuciła się w jej wzburzone odmęty
I tak zakończyła swój żywot nieszczęsny.

Ingwar zyskał upragnioną chwałę
I szacunkiem darzono go ponad miarę.
Lecz gdy Dagusia życie sobie odebrała,
Calutka radość z niego uleciała.

Więc stanął na owej rzeki wale
I też rzucił się w jej spienione fale.
Bo na cóż mu szacunek i chwała
Gdy nie ma tej co go ukochała.


6. Pieśń o Bjornie - autor: Szymon;
Czerwone łodzie przecinają ocean bez wytchnienia
Jest ich trzy a zowią się: chwała, zwycięstwo i śmierć
Na ich pokładzie najmężniejsi z wojowników
A wśród nich ten jeden, Bjorn

Czerwone łodzie przecinają ocean bez wytchnienia
Ocean zowie się Wojna, niewielu zdołało go przepłynąć
Udało się garstce wybranych, ale oni szczęścia nie zaznali
A wśród nich ten jeden, Bjorn

Czerwone łodzie przecinają ocean bez wytchnienia
Od domu daleko, od ukochanej daleko
Ale chociaż tyle trosk to wszyscy szczęśliwi
Bo wiedzą że w bój ciężki idą
A wśród nich ten jeden, Bjorn

Czerwone łodzie przecinają ocean bez wytchnienia
Wnet na horyzoncie widać łodzie
Nie są one czerwone lecz niebieskie
wszyscy gotują się do walki, każdy za miecz chwyta
A wśród nich ten jeden, Bjorn

Czerwone łodzie przez ocean w bój idą
Rozpoczyna się walka, taka o jakiej marzyli
lecz jeden statek nie walczy-Śmierć
Ona czeka, Ona nie walczy, Ona poluje ...

Upolowała jeden statek, ale cóż to
Chyba się pomyliła toż przecież statek z którym wcześniej płynęła
Bębny zaczynają bić, bicz idzie w ruch
Ciągnie teraz mroczna załoga Śmierci nowych niewolników do pracy przy wiosłach zaciąga
A wśród nich ten jeden, Bjorn

Ale cóż to pojawia się jeszcze jeden statek, taranuje Śmierć
Nazywa się Valhalla, i mimo walki panuje na jego pokładzie uczta
Niewolnicy śmierci są teraz w wodzie ale wyławia ich Valhalla
I niewolnicy ucztują teraz i będą ucztować już zawsze
A wśród nich ten jeden, Bjorn



PRACE POZAKONKURSOWE

7. Zimowa pieśń - autor: Mściwoj (Drużyna Wojów Synowie Gromu);
Mroźny wicher pośród gór
Zbudź się woju, zbudź się już
Srogiej zimy mroźny dech
Wycie wilków słychać też
Ciężkiej walki nastał czas
Gromów pieśń przyzywa nas

Do boju, do boju
Do boju rusza wojów szyk
Do boju, do boju
Do boju ruszam ja i ty
Do boju, do boju
A Ty dziewcze nie płacz dziś
Czuję, że powrócę zdrów i żyw
Do domu, do domu, do domu...

Już po bitwie opadł kurz
Wielu wojów legło tu
Dusze ich lecą już
By z bogami pijać miód
W wiecznej skale wyciął nóż
Ku pamięci imion ich

Do boju, do boju
Do boju rusza wojów szyk
Do boju, do boju
Do boju ruszam ja i ty
Do boju, do boju
A Ty dziewcze zapłacz dziś
Czuję, że nie powrócę zdrów i żyw
Do domu, do domu, do domu...

Zima 2003


8. Piętno Zdobywcy - autor: Devonus (Bractwo Smoczych Włóczni);
Stare księgi potwierdzają istnienie pewnego zdobywcy,
Który zdobywał wielkie łupy,
Palił mieszkańcom miast i wiosek chałupy,
Porywał piękne niewiasty,
Majątek cudzy traktował jako własny,
W łupieniu nigdy nie ustawał,
Bogatym miastom wielkie haracze ustanawiał,
Człowiek był to bez skruchy i litości,
Blady strach padał nawet na odległe włości,
Nikt we władaniu mieczem mu nie dorównywał,
Z każdym przeciwnikiem z łatwością wygrywał,
Przez długie lata zawieruchy, którą panoszył po świecie,
Dopadło go wreszcie nieznane mu uczucie, które go zgniecie,
Jego ręka nie trzymała już pewnie oręża, opadał z sił,
Zaczął się starzeć, z trwogi jaką poczuł, aż wył,
Siedział w swym pałacu całe dnie z niego nie wychodząc,
Nad całym swoim życiem się rozwodząc,
Miłości, przyjaźni nigdy nie doświadczył,
Nie znał nigdy kobiety, której by się oświadczył,
Łzy spływały mu po bliznach zdobytych w bitwach ku jego chwale,
Nie zdobędzie dobrej sławy w żadnym rozdziale,
Siedział na tronie czekając na swój marny kres,
A ja pisze ostatni o nim wers ...





Bractwo Historyczne WINLAND


| Białystok 2002 | Autor serwisu: Thorolf | Polityka Prywatności | Kontakt: druzyna@winland.pl |